12 kwietnia 2008
Jedno jest pewne nigdy nie zapomnę 12 kwietnia 2008 roku. Choć na dworze było zimno, szaro i mokro, choć dzień był pełen nerwów, jednak był to najpiękniejszy dzień mojego życia.
Jak każda dziewczynka, czekałam na niego z utęsknieniem. Chodzi tu oczywiście o białą suknię, tren, welon. Każda, po prostu każda, chce, żeby ten dzień był piękny, chce czuć się jak księżniczka, chce być piękna, ja tez tak chciałam, jak byłam mała. I to marzenie się spełniło.
Spełniło się jeszcze jedno: wyszłam za mąż z miłości, choć może niektórzy powiedzą, że z rozsądku, bo dziecko w drodze. Cóż, nie da się zaprzeczyć, rozsądek (albo jego brak) wskazał nam datę, ale to i tak nie ma znaczenia. Faktem jest to, że do ślubu i tak by doszło, po cichu wybraliśmy nawet datę. I nie będę się nawet zastanawiać, jakby to wyszło, gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, bo nie ma co gdybać, jest tu i teraz:) Jedyne, czego żałuje, to “wariatkowa” wokół tego wydarzenia.
Sam ślub był piękny. Prawdę powiedziawszy nie wiele jest w tym naszej zasługi, my zrobiliśmy wszystko według szablonu, normalnie, zwyczajnie i po prostu. Na podziękowanie zasługuje x. Dariusz, który starał się jak mógł, żeby ceremonia była wyjątkowa, choć dla nas i tak by była. Przecież nie ma nic bardziej wyjątkowego i pięknego, niż dwoje ludzi ślubujących sobie miłość do grobowej deski.
…i ślubuję Ci miłość,
wierność i uczciwość małżeńską
oraz to, że Cię nie opuszczę
aż do śmierci…
Po ślubie przyszedł czas na wesele. Wesele, którego w pierwotnych założeniach miało nie być, miał być skromny obiad z rodzicami, rodzicami chrzestnymi, dziadkami i innymi ważnymi osobami. Raptem ok. 30 osób i żadnego alkoholu. Szkoda, że nie wyszło.
Schody zaczęły się, tuż po naszych zaręczynach, schodami był mój własny tata, który nie pojmował i niestety dalej nie pojmuje “jak tak można”, a można. Jest przecież wiele par, które miały bezalkoholowe wesela. Fakt często zdarza się, ze goście się obrażają, ale to chyba świadczy o gościach, a nie o Młodej Parze, czy ich rodzicach. Podziwiam, Cię Mateuszu, że się umiałeś postawić i powiedzieć “Albo alkohol, albo my”, nam niestety nie starczyło odwagi. Żal nam tego, bo wesele tak naprawdę nie było nasze i teraz śmiać mi się chce, kiedy przypominam sobie słowa moje mamy: “Wesele będzie takie, jak oni chcą. Już nam zrobili CUDOWNE wesele”. Wesele było, więc na modłę naszych tatusiów.
Może nie było one zorganizowane, tak jak byśmy sobie tego życzyli, ale nie możemy i nigdy nie powiemy, że się nie udało. Udało się, zarówno goście, jak i my bawiliśmy się świetnie, poczynając już od piątku, kiedy przystrajaliśmy hol, mający następnego dnia służyć, jako sala taneczna(choć bez wielkich nerwów się nie obyło, niestety).
Własne wesele opuściliśmy w doskonałych humorach dosyć wcześnie, bo około 2 w nocy i udaliśmy się w krótką podróż poślubną. Nie była ona daleka, ale bardzo nam potrzebna. Wypoczęliśmy i nacieszyliśmy się sobą, czego nie moglibyśmy zrobić w domu moich rodziców, gdzie panowała atmosfera zabawy, aż do niedzieli wieczór. Dodam tylko, że bezcenne jest móc modlić się razem w niektórych sytuacjach:P
Najważniejsze zostawiłam na koniec:) 12 kwietnia był naszym dniem, jednak razem z nami było wielu ludzi, którym należą się wielkie podziękowania.
- X. Dariuszowi dziękujemy za piękne kazanie oraz za to, że próbował rozładować troszkę nasze, co prawda, niewielkie zdenerwowanie. Bóg zapłać!;
- Rodzicom dziękujemy za dwadzieścia lat wychowania, za miłość, która nas obdarzają każdego dnia naszego życia i… za cudowne przyjęcie;
- Justynie i Olkowi;
- Dmuchającym balony, za dmuchanie balonów ;), Arturowi, Olkowi i Maćkowi za ewolucje na drabinie, reszcie dekoratorów za to, że pomogli;
- Gościom weselnym dziękujemy za wspólną zabawę;
- Asi, cioci Ani, Piotrkowi, Szymonowi, Antkowi, Kasi i innym fotografom dziękujemy za zdjęcia;
- Matfiziakom w składzie (jeśli kogo pominę, proszę o wybaczenie i przypomnienie o sobie): Siwa, Gaca, Edzia, Marcia i Gliszczu, Ewcia i Piotrek, Ewelina i Rafał, Natalka i Przemek, Bartosz, a także Sławkowi, Tomkowi, chłopakom z PŁ i Łukaszowi dziękujemy za: w pierwszej kolejności obecność, w drugiej za pamięć;
- Oazowiczom z NSJ Łódź- Retkinia, których składu nie pomnę, ale Karol na pewno pamięta, dziękujemy za życzenia, szczególnie śpiewające. Lilce za piękne wykonanie psalmu;
- Oli i Mateuszowi, Diance i Albinowi za przybycie z daleka do nieznanego miasteczka:P. Szkoda, że nie będziemy mogli być z Wami 13 września;
- Wszystkim znajomym, których nie wymieniłam z imienia/ ksywki/ nazwiska za pamięć i obecność (Misiu, wiemy, ze byłaś z nami, choćby duchem:));
